Czy pieszy przechodząc przez pasy może wszystko?

Czy pieszy przechodząc przez pasy może wszystko?

Pamiętam, że gdy byłam w pierwszych klasach podstawówki, chodziłam się bawić do koleżanek, które mieszkały na innym osiedlu. Po drodze musiałam przejść przez jedną ulicę, która nie miała sygnalizacji świetlnej. Odczuwałam to jako duże wyzwanie, bo przecież... te samochody cały czas jechały i nikt się nie zatrzymywał!

Przepisy się jednak zmieniły i obecnie, pieszy ma pierwszeństwo nie tylko znajdując się na przejściu, ale również na nie wchodząc. Co więcej - zmieniły się też taryfikatory. Mandat nawet do 3000 zł za nieustąpienie pierwszeństwa? Tak. Przejechanie przez pasy, gdy stoi przy nich pieszy może słono kosztować. 

Ja znaczącą zmianę w zachowaniu kierowców zauważyłam i jako piesza przez przejścia bez sygnalizacji przechodzę niemal od razu. Z pewnością 7-letniej Nikoli byłoby znacznie łatwiej przejść przez pasy, gdyby wówczas też były takie przepisy. 

Czy jednak jestem z tego rozwiązania zadowolona? Nie. Mam wrażenie, że duża część pieszych ma poczucie, że teraz przysługuje im bezwzględne pierwszeństwo na przejściu i po prostu w każdej chwili można na nie wejść. A to nie do końca tak wygląda. 

Jak to z tym przechodzeniem przez pasy i przepuszczeniem pieszych jest naprawdę - czy pieszy zawsze może wejść na pasy, kiedy pieszy może dostać mandat, a także czy pieszych nie obowiązują żadne reguły - na te i inne pytania znajdziesz odpowiedź w dalszej części tekstu. 

Pogadajmy więc razem - czy piesi, przechodząc przez jezdnię są zwolnieni z myślenia?




W mojej bańce nie ma hejtu

W mojej bańce nie ma hejtu

 Żyję w bańce. Moja bańka jest wypełniona ludźmi życzliwymi i nie zna hejtu. Od dawna usuwam ze znajomych na Facebooku i przestaję obserwować na Instagramie osoby, które szerzą nienawiść. Nie ma na to po prostu miejsca w moim życiu. 

No ale... W tej mojej bańce obserwują jedną cukierkową, różową markę odzieżową, której właścicielka ma niesamowicie dużo pozytywnej energii. I ktoś postanowił przebić jej bańkę. A przy okazji i moją. 

I zaczęłam się zastanawiać, skąd w nas do cholery tyle jadu?! 



Moje postanowienia noworoczne na 2022

Moje postanowienia noworoczne na 2022

Czasami się zastanawiam, czy jest sens publikować na blogu postanowienia noworoczne, przecież to prywatna sprawa i w sumie co kogo interesuje, co zamierzam robić przez najbliższe 12 miesięcy. Potem sobie jednak uświadamiam, że sama uwielbiam czytać takie rzeczy i sprawia mi to dużą radość, a też i bywa dobrą inspiracją. 

Moje podejście do noworocznych postanowień zmieniało się na przestrzeni czasu. Pamiętam, że gdy byłam nastolatką, wychodziłam z założenia, że postanowienie ma być jedno. Później z kolei, za pewne pod wpływem naczytania się treści o samorozwoju, zaczęłam sobie stawiać "cele", starać się, żeby były określone, mierzalne, realne...

... bla, bla, bla. Zwał jak zwał. 

W tym roku uświadomiłam sobie, że nie chce stawiać sobie jakiś "celów", bo potem i tak okazuje się, że moje życie wymyka się poza te ramy. Żyje bardzo szybko i intensywnie, dzieje się u mnie ogrom rzeczy, a perspektywa w ciągu roku zmienia się kilka razy. Trudno więc o jakąś stałą. I tak, jasne - w tamtym roku założyłam sobie, że będę próbować różnych form ruchu, żeby którąś polubić. No i spoko, nawet jakiś czas miałam zacięcie i próbowałam. Ale co z tego? Im więcej próbowałam, tym mniej mi się podobało i skończył się jak zwykle - przestałam w ogóle. 

Jednocześnie przypoziaalm sobie, że gdy któregoś roku postanowiłam, że w piątki nie będę jadła mięsa, to nie tylko w tym postanowieniu wytrwałam, ale też kontynuowałam przez kilka kolejnych. Może więc to dla mnie skuteczna metoda? Po co zawalić sobie życie kolejnymi wydumanymi celami, które potem i tak weryfikuje rzeczywistość... 

Zapraszam Cię na moje noworoczne postanowienia na 2022! Koniecznie daj znać, jakie Ty masz w komentarzu. 




Jaki był 2021?

Jaki był 2021?

 Dawno mnie tu nie było. Dawno zresztą też nie planowałam kolejnego miesiąca - ostatni raz... we wrześniu. A zwykłam robić to co miesiąc. 

Cóż... to chyba najlepiej podsumowuje, jaki był 2021. Bardzo intensywny. Często trudny. Czasami aż nadto. Ale mimo tego, że było wiele chwil, w których nie wiedziałam, jak się nazywam, to było również mnóstwo pięknych momentów. 

2021 choć miał być tak zupełnie inny od 2020 - i myślę, że każdy po cichu na to liczył. Że pandemiczny świat odejdzie wraz z końce 2020. Tak jednak się nie stało. Dla mnie pod tym i innymi względami był to rok chyba jeszcze trudniejszy. 

Ale chcę tu wrócić i zacząć pisać. Dla Ciebie i dla siebie. Zapraszam więc na podsumowanie 2021.



 

Codzienne przyjemności

Codzienne przyjemności

Jakiś czas temu napisałam tekst o tym, co sprawia, że jestem szczęśliwa. Tak po prostu, na ogół, w życiu. Dlatego dziś postanowiłam napisać kilka słów więcej o moich codziennych przyjemnościach. O tym, jak staram się rozpieszczać i sobie dogadzać w takim najzwyklejszym, prozaicznym życiu. 

Moja codzienność jest mocno zabiegana i dużo się dzieje. Zazwyczaj biegam między sądami, kancelarią i mieszkaniem, by zdążyć na wykłady i zajęcia na doktoracie. Bywa tego dużo i czasami mam wrażenie, że totalnie nie mam na nic czasu. I choć ja uwielbiam taki tryb życia - gdy dzieje się mnóstwo i non stop, to nadal jest to duża pułapka, by zapomnieć w życiu o tym, co sprawia nam przyjemność. 

A takie codzienne drobne przyjemności i rytuały, sprawiają, że zawsze mamy chociaż to 5 minut dla siebie w ciągu dnia. Że możemy wygospodarować chwilę samemu ze sobą, by zebrać myśli, przygotwać się na cały dzień i wprawić w dobry nastrój.

Mam też takie mini triki, które sprawiają, że nawet, gdy dopada mnie gorszy dzień, w który najchętniej zawinęłabym się pod kocyk i ukryła przed całym światem, jest mi lepiej. Dodają mi energii, a po czasie zaczynam się lepiej czuć - podświadomość działa! 

No to co - zdradzę Wam moje triki na poprawę humoru i codzienne przyjemności, rytuały, które sprawiają, że żyje mi się po prostu fajniej! 


kawa kawokado


Copyright © 2014 Nikola Tkacz - blog lifestylowy , Blogger